„W sobotę doktor Chrstiaan Bernad był mało znanym chirurgiem z Republiki Południowej Afryki, w poniedziałek – najgłośniejszym lekarzem na świecie.” Sławy nie zyskał przypadkiem pracował na nią wiele lat. W niedzielę 3 grudnia 1967 roku jako pierwszy na świecie przeszczepił serce. Narząd, który przez lata obrastał mitami. Serce to siedlisko uczuć, to organ, który decyduje o charakterze człowieka. Jak więc można przeszczepić serce dwudziestopięcioletniej kobiety, która zginęła w wypadku samochodowym, pięćdziesięciopięcioletniemu mężczyźnie? Można. Po ośmiu dniach od transplantacji pacjent umiera na zapalenie płuc, ale nowe serce do końca działa bez zarzutu. Chrstiaan Bernad przełamuje tabu.

To na świecie, bo w Polsce lekarze nadal zastanawiają się „W którym momencie następuje śmierć? Czy wtedy, gdy umiera mózg, czy wtedy gdy ustaje krążenie? Jak daleko można się posunąć w eksperymentach na nieuleczalnie chorym? Czy w przyszłości dyrektorzy szpitali będą śledzić komunikaty o wypadkach samochodowych szukając okazji? Czy należy się obawiać, że jeńcy wojenni albo ludność na terenach okupowanych będą traktowani jak dawcy narządów.”

Serce_pasowało_A.Mateja_2

W książce Anny Matei „Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii” historie przeszczepów znad Wisły, przeglądają się w oczach tych dokonywanych na świecie. Wypadają blado, ale ambitnie. Ambicja jest siłą, która popycha do działania profesora Jana Nielubowicza (w 1966 roku wykona on pierwszy w Polsce przeszczep nerki), profesora Jana Molla (4 stycznia 1969 roku podjął próbę przeszczepienia serca), profesora Zbigniewa Religę (w 1986 roku dokona udanego przeszczepu serca). Polska transplantologia to także lekarze, którzy przeszczepiają wątrobę, trzustkę, szpik kostny, pobierają ograny od dzieci, dokonują transplantacji rąk czy twarzy. Są pionierami, którzy niejednokrotnie zmagają się z nieprzychylnym nastawieniem środowiska i opinii publicznej, zawsze – z brakiem pieniędzy. Bo w polskiej medycynie w okresie PRL-u brakuje wszystkiego. Rękawiczki się ceruje, jednorazowe narzędzia wykorzystywane w czasie operacji, dezynfekuje i używa dopóki się nie rozpadną, a potrzebny sprzęt przywozi z zagranicznych staży, bo władza uchyla żelazną kurtynę i pozwala tym najlepszym wyjechać na zachód. Ma pewność, że wrócą. W Polsce zostawiają rodziny – żona i dzieci wyjeżdżających paszportu nie dostają.

„Serce pasowało” to także historie pacjentów. Poznajemy Józefa Krawczyka z Krzepic koło Częstochowy. Krawczyk mieszka przy tej samej ulicy co rodzice profesora Zbigniewa Religii. Będzie też pierwszym pacjentem, któremu syn sąsiadów przeszczepi serce. Operacja się uda, Krawczyk umrze po kilku dniach. Zaglądamy do papierowej torby po cemencie, którą Józef Maszkiewicz wypełnia wiórami, umieszcza w niej rękę (swoją, nie wiemy tylko czy prawą czy lewą) i zawozi do szpitala powiatowego w Trzebnicy. Replantacja ręki okazuje się sukcesem, a także pierwszym tego typu zabiegiem w Europie i siódmym na świecie.

Anna Mateja pisze prostym, surowym językiem, ale historie, które porusza są na tyle ciekawe, że książkę pochłania się niemal jednym tchem. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to może do mnogości nazwisk i faktów. Domyślam się, że autorce zależało by nie pominąć żadnego z lekarzy, ale jako czytelnik nie zapamiętałam właściwie żadnego nowego nazwiska. Tylko obrazy zostały mi w głowie.

(PS. „Ginekolodzy” czekają w kolejce)

Anna Mateja „Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii” (wydawnictwo Czarne, maj 2016). Moja ocena 7/10.

Reklamy