Sierpniowy wieczór mości się za moim oknem. Kot namości się w fotelu. Stryjeńska tymczasem nie może się zdecydować czy wyjechać do Szwajcarii do dzieci, czy jednak zostać w Polsce. W końcu decyduje się na podróż. Już ma bilet, już nawet siedzi w pociągu, ale wysiada. Potem dopada do ciężarówek Czerwonego Krzyża, które przywiozły dary z Genewy, a następnego dnia wracają do Szwajcarii. W końcu rusza z Warszawy, postój w Katowicach. Znów wysiada, idzie zwiedzać Muzeum Śląskie. W międzyczasie dochodzi do wniosku, że może jednak pojechałaby do Krakowa skorzystać z łaźni parowej. Mam ochotę złapać ją za barki, potrząsnąć i zmusić do podjęcia racjonalnej decyzji. Zachowaniem swoim wkurza mnie chwilami niemiłosiernie. Ja, poukładana racjonalistka, nie mogę się pogodzić z takim nierozsądnym podejściem do życia. Wiem, że powojenna rzeczywistość musi być niewyobrażalnie trudna, ale charakter Zośki jest chyba jeszcze bardziej zagmatwany niż czasy, w których przyszło jej żyć. Dzięki emocjom, które mi towarzyszą wiem także, że Angelika Kuźniak napisała kolejną świetną książkę.

Stryjenska_6

Dwie wcześniejsze „Papusza” oraz „Marlene”, które ukazały się także w wydawnictwie Czarne, pokazały, że Kuźniak poprzez język i szczegół tworzy postać. Stworzyła i w przypadku „Stryjeńskiej”. Zachłanność Zochy na życie, na sztukę, na miłość widać doskonale w warstwie leksykalnej właśnie. „Stryjeńska. Diabli nadali” pełna jej krótkich, szybkich zdań, ale i fragmentów listów i notatek Zochy. Zochy, która wszystko robi na zabój. Wydaje się, że nie zna słowa kompromis. Jak kocha to szaleńczo. Z miłości trafia do ośrodka dla osób psychicznie chorych. Mąż zamyka ją na oddziale F jak furiaci. Jak zaciąga długi to ogromne, a potem ukrywa się przed komornikami. Jak maluje to doskonale. Nawet gdy odkrywa smak rurek z kremem nie poprzestaje na jednej. Jest postacią totalną, charakterną, gnuśną i pewnie tak trudną we współżyciu jak tylko można to sobie wyobrazić. Jest też obdarzona niezwykłym talentem malarskim i rzadko spotykaną umiejętnością natychmiastowego wydawania zarobionych pieniędzy.

Rodziłam się u zbiegu dwóch epok. Za późno, alby tańczyć kankana, za wcześnie, alby podziwiać rozbicie atomu.Oscyluję więc krańcowo między przepaścią a nadzieją. – napisze Stryjeńska. Za wcześnie także by parać się sztuką, będąc kobietą. A Zocha nie tylko chce malować ale i malarstwo studiować. A tego jej nie wolno. Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie zacznie przyjmować dziewczyny dopiero w 1920 roku. Ścina więc włosy, pożycza ubrania brata i jako Tadeusz von Grzymala w 1911 roku jedzie studiować na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Po roku koledzy zaczynają podejrzewać, że Tadek może być kobietą. Robi się niebezpiecznie. Jednak nim wyjedzie z Monachium idzie do pustej kaplicy, kładzie się krzyżem przed ołtarzem i modli: „Boże! Odbierz i wszystko, wszystko. Dobrobyt, sytość, spokój, przyjaźń ludzką, szczęście rodzinne, nawet miłość! Zwal na mnie cierpienia moralne i tysięczne gorycze – ale w zamian za to daj mi możność wypowiedzenia się artystycznego i sławę! Ciekawe czy modliłaby się tak samo, gdyby wiedziała, że jej prośby się spełnią.  

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Angelika Kuźniak „Stryjeńska. Diabli nadali” (wydawnictwo Czarne, grudzień 2015). Moja ocena 7,5/10.

Reklamy