Staram się na bieżąco, czyli w czasie czytania, lub tuż po odłożeniu książki, zapisać co lektura ze mną robi. Opinia po miesiącu lub dwóch nigdy nie jest taka sama jak notatki robione na gorąco. Ale czy to źle? Z jednej strony tak, bo pierwsze odczucia ulegają zatarciu, rozpuszczają się. Z drugiej strony, bardzo dobrze. Nic bowiem lepiej nie weryfikuje wartości książki niż czas.

Są też książki, o których nie potrafię pisać na gorąco. Muszą się uleżeć, odłożyć w głowie. Dojrzeć jak przedwcześnie zerwana gruszka. Taka jest Odrodzona Susan Sontag. Książka, którą wchłonęłam w trzy wieczory, i o której właściwie nie wiem co myśleć. To znaczy wiem, że Susan Sontag pisze genialnie, jej umysł i erudycja powalają na kolana, a książkę można traktować jak Lapidaria Kapuścińskiego i czytać na chybił trafił, więc warto mieć ją na swojej półce. Nie potrafiłam jednak po jej przeczytaniu sklecić kilku sensownych zdań. Zablokowałam się. Być może właśnie dlatego, że geniusz, styl oraz poziom refleksji Sontag nad życiem powalają na kolana.

odrodzona_1

Odrodzona to pierwszy z trzech tomów jej dzienników. Zapiski, które wchodzą w ich skład wybrał i opublikował, po śmierci  autorki, syn Sontag, David Rieff. We wstępie do Odrodzonej pisze on, że jest to książka, której jego matka sama by nie wydała. Pamiętnik prowadziła dla siebie, ale, że nie zostawiła żadnych wytycznych co z nim zrobić po jej śmierci, a sama uwielbiała czytać dzienniki, David stwierdził, że go opublikuje, oczywiście nie w całości. Redakcja i wybór tekstów były konieczne. Wybór, nie cenzura. (…) znajdują się tu rzeczy, które  są dla mnie bardzo bolesne, i takie, których wolałbym się nie dowiedzieć i nie rozpowszechniać, napisze jej syn w przedmowie do książki.

Susan Sontag zaczyna pisać dzienniki w wieku trzynastu lat. Nie są to bynajmniej zapiski podlotka lecz przemyślenia nieprzystające do tego jak powszechnie postrzega się umysły nastolatków. Pisze więc trzynastoletnia Susan, że nie ma boga osobowego ani życia po śmierci albo, że ludzie różnią się od siebie wyłącznie inteligencją, albo że jedynym kryterium oceny naszych działań jest to, czy stajemy się dzięki nim bardziej szczęśliwi czy nieszczęśliwi. Przed swoimi osiemnastymi urodzinami przeczyta najważniejsze książki z kanonu światowej literatury, przeprowadzi wywiad z Tomaszem Mannem (w wieku szesnastu lat), będzie studiować w Berkley (studia rozpocznie w wieku szesnastu lat, w dniu 28/05/49 wykrzyczy w dzienniku: PRZYJĘTO MNIE NA STUDIA DO CHICAGO ZE STYPENDIUM W WYSOKOŚCI 765 DOLARÓW) pozna smak miłości homoseksualnej i wyjdzie za mąż.

Czytałam jej zapiski i próbowałam sobie przypomnieć co robiłam mając piętnaście lat. Jeździłam rowerem, chodziłam do szkoły, czytałam, oglądałam telewizję, miewałam doły, ale raczej nie snułam przemyśleń na temat istoty świata.A Sontag w tym wieku pisała, że sztuka zawsze walczy (…) o to, by uniezależnić się od zwykłego rozsądku. No i jak tu się nie zablokować pisząc o jej dzienniku? Odpowiedź na to pytanie także można znaleźć w Odrodzonej.

sonntag_2

Sontag pisze o tym co zajmowało ją na co dzień czyli o sztuce, o literaturze (robi listy książek przeczytanych, do przeczytania czy do kupienia), o miłości, o badaniu własnej seksualności. Dla mnie najciekawsze są chyba jej refleksje dotyczące pisania.

sonntag_3

Susan Sontag „Odrodzona. Dzienniki, tom I. 1947-1963” (wydawnictwo Karakter, październik 2012). Moja ocena 8/10.

Ikona wpisu, Susan Sonntag w obiektywnie Annie Leibovitz:  http://lc.serwer2.com.pl/susansontag_mis.jpg

Reklamy