Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia Witolda Szabłowskiego to książka, której nie można wchłonąć. Przynajmniej ja nie potrafiłam. Zło, które czai się na kolejnych kartkach, chwyta za gardło, dusi, oblepia, śni się w nocy. Głowa potrzebuje wytchnienia, czasu by przetrawić to co przeczytała.

sprawiedliwi_zdrajcy_1

Ale Sprawiedliwi zdrajcy to przede wszystkim książka szalenie ważna, po którą trzeba sięgnąć. Reporter opowiada w niej historię rzezi wołyńskiej z 1943 roku. Historię, z którą rozum chwilami nie potrafi sobie poradzić. Bo jak tu przekonać swój umysł, że ukraiński mąż zabija swoją polską żonę, z którą przez lata żył w zgodzie, morduje swoje dzieci, w których żyłach płynie i polska i ukraińska krew, nie oszczędza swoich polskich teściów. Jak tu uwierzyć w to, że sąsiad przebija widłami sąsiada, że Ukraińcy napadają na polskie wsie nie litując się nad nikim – ani nad dziećmi, ani nad starcami, ani nad noworodkami. I to wszystko w imię narodowości?

Wspomniałam o tej książce podczas rodzinnej uroczystości. Zrobiłam to celowo – wiedziałam, że babcia mojej bratowej urodziła się na terenie dzisiejszej Ukrainy. Nie mieszkała na Wołyniu, lecz w jednym z przyległych do niego województw. Siedziałyśmy niedaleko siebie, w rogu stołu, chciałam by opowiedziała o tamtych czasach, by powiedziała jak zapamiętała Ukraińców. Mówiła o ucieczce. Ktoś ostrzegł jej rodziców, że Ukraińcy mogą mordować. Nie czekali na rozwój wydarzeń. Załadowali swój dobytek na rampę kolejową służącą do przewozu drewna i po kilku dniach jazdy, w 1941 roku, przekroczyli Bug. Mówiła to, co powtarzało wielu rozmówców Szabłowskiego, za Bugiem było już bezpiecznie. Mówiła także, że nie ma dobrych Ukraińców, że Ukrainiec to morderca.

Sprawiedliwych zdrajcach Szabłowski opisuje ogrom zbrodni wołyńskiej. Pokazuje sąsiadów morderców. Nie epatuje jednak okrucieństwem, nie dokonuje wiwisekcji morderstw. Skupia się na historiach konkretnych ludzi. Rozmawia z tymi, którzy rzeź przeżyli. Przeżyli, bo na przykład, tak jak pani Hania, zostali uratowani przez Ukraińskie małżeństwo. Witold Szabłowski jeździ na Wołyń by odszukać śladów sprawiedliwych. Bo ratowanie to bardzo ważny element tej książki – zresztą już sam tytuł Sprawiedliwi zdrajcy sygnalizuje, że nie otrzymamy obrazu czarno-białego. Byli bowiem Ukraińcy, którzy mordowali, ale byli też tacy, którzy, z narażeniem życia swojego i swojej rodziny, pomagali Polakom, bo jak powie jeden z bohaterów książki nie morduje nacja ani religia. Mordować może człowiek i to człowieka należy winić.  Warto o tym pamiętać w czasach podsycanego przez media poczucia zagrożenia ze strony imigrantów. Zresztą, to nie jedyne zdanie z książki, które w niepokojący sposób odnosi się do czasów współczesnych. Jakaś wrogość między ludźmi tliła się już dobrych kilka lat przed wojną. – mówi jedna z bohaterek książki. A jej słowa mogą służyć za przestrogę.

sprawiedliwi_zdrajcy_2

Ukraińcy, którzy ratowali Polaków często sami ginęli z rąk banderowców. Jeśli cudem przeżyli, po wojnie zostali uznani za zdrajców. Co więcej, przez lata żyli w jednej wiosce z mordercami, a że zazwyczaj mordowała większość, sprawiedliwych traktowano jak trędowatych. Niby byli u siebie, ale całe życie pozostali obcy. Przez lata czekali także na wieści od uratowanych Polaków – nie oczekiwali wdzięczności, byli ciekawi czy uratowani żyją, jak potoczyły się ich losy. Wielu, jeśli nie większość ocalonych, nigdy ponownie nie spotkała się ze swoimi wybawicielami. Być może nie chcieli wracać do drastycznych wspomnień, może czasy były za trudne, może nie pamiętali kto ich ratował. Nie mamy prawa tego oceniać. Żal tylko ściska serce, że nikt sprawiedliwym i ich rodzinom do dziś nie podziękował za ratunek.

Poniżej jeszcze kilka cytatów z książki.

„Jak to się dzieje, że gdy jeden człowiek sam chwyta za motykę, widły, nóż i idzie zabijać, drugi ryzykuje wszystko, by ratować obcych sobie ludzi. Jeden idzie i zabiera po tych zabitych kołdry, widelce, talerze, szafy, ba, nawet zboże z pola. A drugi szuka w snopkach, czy ktoś nie przeżył; przynosi wodę, ubranie, coś do jedzenia… Jakie mechanizmy nami rządzą”.

Wychodzisz i zaczynasz biec. Nie czekaj, aż zaczną cię rąbać. Po prostu biegnij.  Pozwól sobie strzelić w plecy, ale nie stój.

Polaków potajemnie prowadzimy do miast, w których stacjonują Niemcy. To takie dziwne wojenne sytuacje, kiedy jeden wróg staje się obrońcą przed  drugim wrogiem. W innych częściach Polski to przed Niemcami się ucieka. Ale na Wołyniu Niemcy dają bezpieczeństwo. 

Witold Szabłowski „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia” (wydawnictwo Znak, wrzesień 2016). Moja ocena 8/10.

Fotografie pochodzą z książki Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia.

Ikona wpisu – Teofania Sztajnberg (z lewej) oraz Halyna Zasławska (z prawej). Ojciec pani Teofanii był żydem. Gdy Niemcy z ukraińskimi szucmanami mordowali Żydów z okolicznych wiosek, ukrywał się w schronie w lesie. Ojciec pani Halyny codziennie wystawiał mu przed dom garnek z jedzeniem. Ich córki do dziś są niemal nierozłączne.

 

 

Reklamy