Z Garwolina, Żelechowa, Kałuszyna, Ostrowca, Warszawy wyruszali do Kostaryki. W latach 20. i 30. XX wieku w poszukiwaniu lepszego życia, w latach 40. – by przeżyć. W XXI wieku ich tropem podąża Anna Pamuła, która sprawdza, dlaczego Żydzi w Kostaryce nazywają się „Polacos”. Sprawdza i snuje niezwykle ciekawą opowieść, nie tylko o Żydach, ale także o Polakach, zarówno tych żyjących ponad siedemdziesiąt lat temu, jak i  tych współczesnych.

Polacos. Chajka płynie do Kostaryki to świetnie udokumentowana książka. Dowiemy się z niej, który z polskich Żydów przypłynął do Kostaryki jako pierwszy, czym zajmowali się przybysze, co zabierali ze sobą w podróż, jak wyobrażali sobie ten odległy kraj, czy i jak często kontaktowali się z rodzinami pozostałymi w ojczyźnie, jak przebiegała ich asymilacja na Kostaryce i dlaczego część z nich była przekonana, że statek, na którym podróżują dotarł właśnie do Ameryki. By odpowiedzieć na te pytania autorka wraz z trzema staruszkami z San Jose, prowadzi drobiazgowe śledztwo. Dopuszcza do niego czytelnika. Sprawia to, że książkę czyta się trochę jak powieść, w której narratorka jest przewodniczką.

Polacos. Chajka płynie do KostarykiPolacos to klasycznie napisany reportaż, w którym można wyróżnić trzy części: historyczną, opowieści Żydów z czasów około wojennych w Polsce i w Kostaryce oraz współczesną – wizytę autorki w Żelechowie. Wszystkie te elementy idealnie ze sobą współgrają, a wątek współczesny pokazuje jak bardzo żywy i dla niektórych kontrowersyjny jest, w dalszym ciągu,  temat żydowskich mieszkańców polskich miast i miasteczek.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, przeczytajcie moją rozmowę z Anią Pamułą, która ukazała się w weekend.gazeta.pl

Anna Pamuła „Polacos. Chajka płynie do Kostaryki” (Czarne, kwiecień 2017). Moja ocena 7/10.

Reklamy